Od desygnacji do zaprzysiężenia.

Pierwszy tydzień urzędowania Premiera Tuska za nami...Zaraz, zaraz! No nie do końca. Premierem ciągle (tak mniej więcej do 1015) jest Jarosław Kaczyński. Tak, tak. Bowiem sama desygnacja z konstytucyjnego punktu widzenia jest jedynie aktem woli wyrażonym przez Prezydenta a nie aktem zaprzysiężenia na urząd Prezesa Rady Ministrów. Trochę to zagmatwane , na tyle nawet, że w polskiej wersji wikipedii premierem jest wciąż Jarosław Kaczyński, ale już w angielskiej od 9 listopada premierem jest Donald Tusk... I tak szczerze, to zastanawiam się po co był ten tydzień? Skoro Prezydentowi tak ciężko było przełknąć fakt, że musi Tuskowi wręczyć desygnacje, to nie lepiej było jedno z drugim połączyć? Konstytucja nie mówi o minimalnym okresie od desygnacji do zaprzysiężenia. Mówi tylko o maksymalnym, 2-tygodniowym. Więc moglibyśmy być już dziś faktycznie po tygodniowym urzędowaniu nowego rządu a tak, zgodnie z literą prawa, ten tekst piszę jeszcze w momencie gdy premierem jest Pan Prezes, brat Pana Prezydenta (ups, użyłem porównania biologicznego..)
Podsumowując ten tydzień, działo się niewiele. Niewiele nowego. Skład rządu był już znany przecież wcześniej, niewiadomą były 3 resorty (pracy, rozwoju regionalnego i środowiska) ale i tu nie było większych sensacji. Przez kolejny tydzień media zajmowały się Radkiem Sikorskim i profesorem Ćwiąkalskim. Ale oczywiście niczego nowego się nie dowiedzieliśmy. No może poza tym, że według słów prezydenckiego ministra Kamińskiego, Donald Tusk usłyszał od Prezydenta bardzo tajne informacje na temat Radosława Sikorskiego, a według Donalda Tuska, nic takiego Pan Prezydent mu nie powiedział. Ale o tej różnicy zdań media coś cicho...
Choć skłamał bym, mówiąc, że nie było żadnych niespodzianek. Jedna była. Taka słodka, na koniec. Rzecznik Rządu. A właściwie Rzeczniczka. Okazało się to największą tajemnica przyszłego premiera. W sumie ciekawe dlaczego akurat to stanowisko.. Pozwoliło to oczywiście dziennikarzom do "zabawy" w giełdę nazwisk (zupełnie jak u mnie na uczelni tuż przed egzaminem.. i jakoś nigdy nie udaję się nam trafić w tematy). I tu też było podobnie. Mówiono o Hannie Smoktunowicz, ba- przeczytałem gdzięś nawet, że rzeczniczką będzie Katarzyna Kolenda- Zaleska. A tu proszę, Pani Agnieszka Liszka. Nazwisko zapewne znane wielu komentatorom, publicystom, czy też specjalistom od PR. Ale szerszej opinii raczej nie. Ja Panią Agnieszkę kojarzyłem, ale nie z nazwiska, z twarzy. Pracowała przy kampanii prezydenckiej Olechowskiego. Cóż, pozostaje rzyczyć Pani Rzecznik powodzenia. No i nie ukrywam, że nie bez znaczenia dla mnie jest fakt, że to kolejna kobieta w nowym rządzie. Ciągle mało, ale jak na praktyke ostatnich kilkunastu lat chyba najlepiej w historii...
A teraz się zacznie. Dziś zaprzysiężenie. Potem konferencja prasowa całego rządu (ciekawe jak oni to techniczne i logistycznie rozwiążą). Następnie pierwsze posiedzenie. Oj, będzie o czym pisać...